XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Recenzje »

Far Cry 3 Blood Dragon

Autor: Pogo3d    Opublikowano: 8 maja 2013    Odsłon: 2232    »Skomentuj...
Blood Dragon wyłonił się z otchłani planu wydawniczego Ubisoftu i zaczął łypać na wszystkich swoim czerwonym okiem. Jego krwawe spojrzenie przykuło moją uwagę, zahipnotyzowało, zniewoliło i opętało.
Gra zabrała mnie do czasów młodości, kiedy to średnio sześć razy w tygodniu biegałem do osiedlowej wypożyczalni filmów stworzonej z małego pomieszczenia zawalonego pudełkami kaset VHS. Tam to poznawałem smaki takich dzieł jak Robocop, Terminator, Uniwersalny Żołnierz czy Commando.
Krwawy smok zabiera bowiem w podróż właśnie w te czasy, do dusznej i mrocznej przyszłości (w tym przypadku to rok 2007), w której kolejny szalony spisek prowadzi do nieuchronnej apokalipsy.

Retro wiecznie w modzie

Początek gry nie nastraja zbyt pozytywnie. Moda na retro zaczyna mnie już nudzić, jeśli nawet nie mierzić. Tytułów ubranych w oldschoolowe fatałaszki przybywa i BD przedstawiał się jako kolejny pośród tego tłumu.
Im dalej jednak w las tym Blood Dragon odsłaniał swoje prawdziwe oblicze - gry przemyślanej w najdrobniejszym szczególe, skomponowanej w rytm filmowego hitu, na którym moje pokolenie się wychowywało, zawierającej całą gamę odnośników do największych hitów lat 80-tych (i nie tylko). Produkcji pełnej humoru, sprośnego żartu i wrogów w uniformach składających się ze skórzanych kurtek i motocyklowych hełmów.

I go to bed when everybody is dead

Zacznijmy jednak od głównej postaci, czyli Rexa Power Colta. Sierżant Colt jest cybernetycznym komandosem, który poza tym, że dysponuje umiejętnościami niedostępnymi dla zwykłego zjadacza chleba (bieg bez zmęczenia, upadki z zawrotnych wysokości bez ponoszenia obrażeń, oddychanie pod wodą, pływanie w tejże szybciej niż motorówki..  pewnie coś jeszcze by się znalazło), to jeszcze jest twardzielem wiernym swoim amerykańskim ideałom.
Naprzeciw niemu staje pułkownik Sloan, który jak to w takich historiach bywa, kiedyś pracował dla tych dobrych, ba nawet był dowódcą głównego bohatera, ale pod wpływem paskudnego charakteru i chęci zdobycia władzy absolutnej uknuł spisek mający na celu eksterminację całej ludzkości i zaprowadzenie nowego ładu. Byłbym zapomniał - poza tym, że w żyłach Sloana płynie krew tytułowych smoków, która dodaje mu mocy, siły, energii i wigoru, to nemesis Rexa posiada również na swoich usługach armię cyborgów, ślepo oddanych wykonawców jego woli, bezmyślnych i powolnych, które to w ilościach hurtowych wycinamy w pień.
Sama gra to typowy shooter FPP, skrojony na modłę Far Cry (właściwie to jest rozszerzeniem lub też niezależnym dodatkiem do FC3). Poruszamy się bowiem po wyspie, na której mamy dostępne misje poboczne (uwalnianie zakładników, zabójstwa oficerów, a także wytypowanych zwierząt, oswabadzanie garnizonów).
Twórcy pozostawili graczowi pewną swobodę w rozwiązywaniu problemów z plagą cyborgów, znajdujących się na rzeczonej wyspie, choć i tak naszym głównym zadaniem jest pozbycie się wszystkich przeciwników na swojej drodze. Zakończenie misji  i progres w fabule zawsze zależy od tego, czy pozostawiliśmy coś przy życiu, czy nie.
Gracz ma bowiem możliwość zrobienia kompletnej rozpierduchy za pomocą kilku różnych rodzajów broni (są nawet shurikeny!). Można się poczuć nieskrępowany niczym Rambo czy inna maszyna do zabijania, pokonująca przeszkody za pomocą muskułów i ołowiu. Można również niczym najlepszy ninja czy też asasyn, ruszyć nieco głową i zdejmować wrogów po cichu. Gra nie narzuca niczego, wybór leży tylko w naszej gestii.
Na widoczki w Blood Dragon nie ma co się nastawiać, rok 2007 jest naprawdę mroczny, spowity w smog, brudną mgłę i czerwonawą poświatę. Oprawa graficzna w żaden sposób nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus.Warstwa dźwiękowa natomiast stawia tą produkcję Ubisoftu w pierwszej lidze, a nawet ośmielę się rzec, że wychodzi daleko przed szereg. Słuchając muzyki z Blood Dragon przed oczyma mam wszystkie filmy z Rutgerem Hauerem, Christoperem Lambertem i Jean Claude Van Dammem, które oglądałem razem ze starszym bratem, zresztą posłuchajcie sami:



Nie mogę też nie wspomnieć o aktorze, który użyczył swojego głosu Rexowi Coltowi, a mianowicie Michaelu Biehnie. Jeśli ktoś nie kojarzy nazwiska, to radzę odświeżyć sobie takie filmy jak Terminator, Aliens czy Otchłań.
Gra jest pełna odnośników do filmów, gier i animacji sprzed lat, do tego podana z niezwykłym poczuciem humoru. Podczas wędrówki po rubieżach wyspy możemy trafić na misję, w której trzeba będzie zlikwidować cztery żółwie, mieszkające w kanałach, śmiecące odpadkami po pizzy i wchodzące w układy ze szczurami. Możemy też pozbyć się rekina, który nazywa się Brody. Broń, którą posługuje się Rex jest uderzająco podobna do tej, w którą uzbrojony był Alex Murphy w Robocopie, a podczas zbierania znajdziek słyszymy niewybredne komentarze bohatera, mającego nadzieję, że nie będzie zbierał jakichś flag, albo piór.  
Tego rodzaju smaczków i oczek puszczanych do starszego gracza jest olbrzymia ilość i to na każdym poziomie szczegółowości. Już po kilku chwilach łapałem się, że na każdym praktycznie kroku wypatrywałem tych drobiazgów i znalezienie każdego przyprawiało o rozszerzanie się uśmiechu na gębie.

Hail to the King, baby!

Blood Dragon nie jest zbyt długi, ale nie jest też krótki. Rozgrywka jest idealnie wyważona, wykonywanie misji nie zdążyło mnie ani znużyć, ani nie czułem też niedosytu. Proporcje są zachowane idealnie, gra jest zbalansowana i wciągająca. Humor i nawiązania, którymi Blood Dragon jest naszpikowany na pewno są skierowane do osób, które pamiętają magnetowidy i format VHS, w innym przypadku część tych elementów będzie ciężka do rozszyfrowania. Niesamowitym plusem jest też główny bohater, który jest kozakiem nie z tej ziemi, odżywiającym się ołowiem i wypróżniającym pociskami. Jak tu nie kochać kogoś, kto skupia w sobie cechy Rambo, Terminatora, Robocopa i Snake'a Plisskena?
Gra jest sprośna, brutalna i wulgarna, zachowująca jednak klasę i poruszająca się w granicach dobrego smaku. Blood Dragon ma w sobie wszystko to, czego zabrakło Duke Nukem Forever, aby Książę wrócił w chwale. No ale cóż, umarł Duke, niech żyje Rex. Cieszę się, że można zrobić taką produkcję i to w tak rewelacyjny sposób.
Blood Dragon ma swoje niedociągnięcia (czasami pocisk potrafi przelecieć obok punktu celowniczego, eksplozja nie zabije przeciwnika stojącego przy jej centrum), ale są na tyle drobne, że w żaden sposób nie przeszkadzają, ani nie burzą całokształtu.
Pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy oglądali wielkie dzieła SF lat 80-tych oraz dla fanów kiczu spod znaku choćby Quentina Tarantino. Dla reszty jest to wspaniała, nieskrępowana zabawa i czysta przyjemność z grania. Zastanawiałem się czy ryzykować z maksymalną oceną i stwierdziłem, że warto. Gra jest fenomenalna, należą się brawa za pomysł i wykonanie, oraz odwagę, że nie zrobiono z tego politycznie poprawnego sandboxa, którego miesiącami trzeba by eksplorować, aby zdobyć jakieś pióra albo flagi.

Zakup naprawdę warty wydania 1200 MS Points


Zalety:
  • humor i nawiązania do klasyków;
  • fenomenalne wykonanie;
  • muzyka;
  • klimat;
  • Rex Colt - kozak wcielony;
Wady:
  • nie będę się czepiał;
Ocena ogólna
10
Grafika
8
Dźwięk
10
Grywalność Online
Offline
-
9
Żywotność Online
Offline
-
7

Więcej:
» Sprawdź, jak oceniamy gry



Komentarze Dodaj komentarz»

Farmaras 8 maja 2013, 23:58


Ależ mnie korci, by swe brudne łapy położyć na tym tytule i przenieść się do krainy one-linerów, rekinów strzelających laserami z oczu i dźwięków granych na syntezatorze przez kolesia z tapirowanymi włosami.


Pogo3D 9 maja 2013, 6:13


Naprawdę warto, ubawiłem się setnie. Tapirowanych włosów jest tam pod dostatkiem :)



Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2011 XboxSpot