XboxSpot XboxSpot
XboxSpot » Artykuły » Playtesty »

Ninety-Nine Nights

Autor: el ZAX    Opublikowano: 4 sierpnia 2006    Odsłon: 1749    »Skomentuj...
99 Nocy ma zapewne zwrócić uwagę na konsolę wujka Billa głównie mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni. Studio Phantagram wrzuciło do tego tytułu niemal wszystko, co powinno Japończyków ruszyć. Mamy kilku charakterystycznych bohaterów, z pozoru interesującą historię i prosty do bólu gameplay. Typowy hack and slash. Skojarzenia z serią Dynasty Warriors są jak najbardziej słuszne. W skrócie - ostra sieczka ownięta "jakąś" fabułą. Celowo nie wnikam tutaj w jej szczegóły, gdyż dane mi było obadać jedynie demko z Marketplace. Jednak wyatarczy spędzić chwilę z taką wersją gry, aby wiedzieć, jaka będzie wyglądał "full".
Po obejrzeniu intra (aczkolwiek trzeba zaznaczyć, że niezwykle pięknego) i krótkiej scenki zaczyna się właściwa gra. Znajdujemy się w skalistym wąwozie. Za nami stoi nasze wojsko, od frontu idzie na nas przeciwnik. Co robimy? Krótka piłka: wbijamy się w sam środek całej hołoty i wymachując mieczem na wszystkie strony, wybijamy wroga. Tak wygląda rozgrywka. Na szczęście możemy serwować różne combosy, dzięki czemu taka wyrzynka wygląda niesamowicie efektownie. W zasadzie można nawet mashować na przemian przyciski X (zwykłe uderzenie) i Y (mocny atak), a piękne akcje same się tworzą. Oczwiście warto poznać wszystkie comba, aby mieć większy fun. Poza tym dostępne też są uderzenia z wyskoku i ruchy specjalne. Zginęli wszyscy źli - idziemy dalej za wskazaniem mapki (bez niej też można sobie poradzić, trudno się tutaj zgubić), gdzie czeka na nas kolejna banda. Co jakiś czas trzeba zniszczyć wieżyczki wroga, czy ruszyć kamienie (takie elementy zaznaczone są pomarańczowymi strzałkami), które staczajac się z górki torują nam drogę pośród hordy troli i goblinów. Ach, nie wspomniałem jeszcze o nich. Otóż właśnie takie stwory przyjdzie nam zabijać. Z początku są niegroźni, ale im dalej idziemy, tym są coraz silniejsi (co jest zauważalne nawet w demie). A ich ataki z łuków potrafią nieraz mocno wkurzyć. Ale wystarczy opanować przynajmniej podstawowe techniki uderzeń, aby sobie z nimi poradzić. Na końcu czeka nas mini-boss, wielki i silny troll, który potrafi już napsuć więcej krwi. Innym utrudnieniem jest fakt, że w demie nie mamy ani jednego chekpointu, cały czas idziemy na "jednym życiu". Dobrze, że można je uzupełniać np. po zabiciu danej ilości wrogów czy po rozwaleniu skrzynki gdzieś na uboczu. W taki sposób otrzymujemy też nowe bronie czy atrybuty zwiększające naszą silę. Na ekranie cały czas widzimy m.in. liczbę zabitych przeciwników, największe combo, jakie udało nam się osiągnąć (te sięgają nawet kilku tysięcy) oraz aktualny level naszego chłopka. Podnosi się on w miarę pokonywania kolejnych wrogów, co oczywiście zwiększa naszą zdolność do robienia sieczki :)
Może jeszcze kilka słów o sterowaniu. Funkcje pod przyciskami są dobrze i dość intuicyjnie dobrane. Jednak sporą bolączką jest odwrócona kamera (np. odchylenie gałki w lewo powoduje obrót kamery w prawo), co utrudnia nieco orientację w momencie, gdy trzeba w ułamku sekundy podejmować decyzję w którą stronę uderzyć.
Ale moi mili, jak to wszystko wygląda! Wyobraźcie sobie tysiące (tak, nie przesadzam) przeciwników, plus nasze wojsko, a my pośrodku tego robimy potężną, mega widowiskową sieczkę. Każdy ruch miecza naszego bohatera tworzy smugę, co przy większych akrobacjach wygląda świetnie. Aspharr (to nim gramy w demie) jak i Inphyy (pomaga nam w walce; swoją drogą, niezła z niej sztuka;) są doskonale dopracowani pod względm designu, czy animacji. Także wrogowie mają na sobie wystarczającą ilość trójkącików. Niestety nie ma nic za darmo, bo animacja samej gry potrafi mocno szarpnąć (w dodatku niekoniecznie tylko przy większej zadymie), otoczenie jest mimo wszystko puste a zakrywająca horyzont mgła sprawia wrażenie, że programistom nie chciało się (albo nie mieli czasu) bardziej popracować nad tym elementem. Nie uwierzę, że X360 nie wydusi z siebie więcej. Przypadła mi do gustu otoczka dźwiękowa, głównego utworu możecie posłuchać na oficjalnej stronie gry (http://www.n3-game.jp/), muza przygrywająca w trakcie gry jest bardzo podobna (inna sprawa, że podczas hałasu upadających trupów tudzież innych nieartykułowanych dźwięków niespecjalnie zwraca się na nią uwagę). Głosy postaci też brzmią w porządku (angielskie, w przeciwieństwie do wer. japońskiej). No, może z wyjątkiem Inphyy, która w oryginale brzmiała o wiele lepiej. Tutaj ma głosik troszkę za młody, ale da się przyzwyczaić.
Jak to zwykle w tego typu produkcjach bywa, albo N3 Ci się spodoba i będziesz w nie tłukł do upadlego, albo uznasz je za gniota niewartego nawet złotówki. Napewno mogą wyczekiwać tej gry fani Dynasty Warriors, tutaj rozgrywka opiera się na tych samych zasadach. Czy tytuł oznacza, że ukończenie N3 zajmie nam dokładnie 99 nocy...? Kto wie, ale ja osobiście narazie wstrzymam się z zakupem pelnej wersji (premiera już we wrześniu), bo mimo iż spodobał mi się ten tytuł, nie jest on wg mnie wart wydania 200 zł. Dobra gra na wyrzycie się, ale kiedy stanieje :)
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier



Komentarze Dodaj komentarz»

Nie napisano jeszcze żadnego komentarza. Bądź pierwszy!


Dodaj swój komentarz

Autor:  
Komentarz:
Upewnij się, że Twoja wypowiedź nie łamie Regulaminu!

Dodaj komentarz
Mapa Serwisu | o XboxSpot | Kontakt| Reklama | Współpraca | Praca Designed by Piyo
Coded by SikalafO
Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze znajomością oraz akceptacją Regulaminu.
© 2004 - 2010 XboxSpot