Blizzard to uznana firma na rynku gier pecetowych. Jest potwierdzeniem mitu o kamieniu filozoficznym, który potrafi obrócić wszystko w złoto. Tak jest też z tym developerem, bowiem każdy ich tytuł zyskał miano hitu. Każdy, nawet konsolowiec z pewnością zna takie tytuły jak Diablo, Warcraft i właśnie Starcraft, o którym będzie ten artukuł.
Aby dokładniej zapoznać się z opisywaną pokrótce grą i doświadczyć jej pełnej głębi, konieczne będzie przybliżenie jej historii i uniwersum, w którym się rozgrywa. W odróżnieniu bowiem od poprzednich szlagierowych tytułów Blizzarda, akcja Starcrafta umieszczona została daleko w przyszłości. Jest to przyszłość warto dodać bardzo subiektywna, oddziałująca na widza. Nie jest przejaskrawiona, a jednocześnie urzeka swym klimatem. Cała akcja opowiada o konflikcie pomiędzy trzema zupełnie odmiennymi cywilizacjami. Terranami - potomkami wygnanych z ziemskiego systemu ludzi, Zergami - czyli ogromnych, krwiożerczych insektów oraz Protossów, pradawną rasę myślicieli z planety Aiur. Ich historia została poplątana w trzy zupełnie inne kampanie, dostępne dla każdej z ras, których przejście umożliwia poznanie zakończenia gry (które jednak nim nie było, o czym dowiedzieliśmy się z dodatku Brood War). Znalazło się w niej naprawdę wiele aspektów "dorosłej" gry, jak np. niczym nie wybielana rzeczywistość, w której polityka miesza się z rządami silnej ręki. Trzeba też dodać, że fabuła, nawiązująca do pokonania umysłowego przywódcy Zergów, Overminda, była bardzo ciekawa i oryginalna. Misje, rozrysowywujące tło akcji, były przemyślane i często podczas gry zmieniały nam wytyczne. Z mojej strony nie mogę powiedzieć nic więcej, jak tylko to, że polecam zapoznanie się z tą, skądinąd świetną, grą. Dzięki temu z pewnością szybciej wpadniemy w rytm i nieraz ciężki, futurystyczny klimat Starcrafta.
To, że gry spod egidy Blizzarda powstają zatrważająco długo, wie z pewnością każdy, kto z utęsknieniem wyczekiwał choć jednej z ich produkcji. Firma, pomimo swego charakterystycznego cyklu wydawniczego nie wypuściła jeszcze gry, która nie zyskałaby miano hitu. Za produkcję najnowszej odsłony Starcrafta wzięła się początkowo w 2002 roku firma Nihilistic. Pomimo widocznych efektów ich prac, zdecydowali się zrezygnować z projektu, zostawiając grę bez developera. Po pewnym czasie, do pracy nad grą zostali wyznaczeni programiści ze Swingin' Ape, którzy wcześniej majstrowali przy Metal Arms: Glitch in the System. Czy to wszystko wyszło Ghost'owi na dobre, przekonamy się o tym nieprędko, bowiem premiera została zapowiedziana na rok 2005, bez sprecyzowanego miesiąca czy pory roku.
Odnośnie gatunku, możemy przyjąć, iż będzie to gra stealth-action. Na Xbox'ie pojawiło się już dosyć sporo gier tego typu (Splinter Cell, Metal Gear Solid 2 czy Thief 3) i producent chcąc wprowadzić powiew świeżości na ten rynek, nie może opierać się tylko na doskonałym klimacie komputerowego pierwowzoru. Postanowiono więc uczynić grę bardzo otwartą, gdzie sposób rozwiązania misji będzie zależał od naszej pomysłowości, bowiem jest to pozycja dosyć nieliniowa. Oczywiście, akcje z góry ustalone dojdą do skutku czy tego chcemy czy nie, ale już w czasie gdy uzyskamy kontrolę nad naszą postacią, od nas będzie zależało, jak dane zadanie wykonamy. Tak więc nasz bohater, a dokładniej bohaterka, imieniem Nova, podążając zgodnie z zaplanowanym wcześniej tłem fabularnym trafi m.in. do takich miejsc jak Mar Sara czy Aiur. Ci, którzy mięli przyjemność obcowania z poprzedniczką doskonale wiedzą, o jakich lokacjach mówię. Reszta zaś niech przygotuje się na odwiedziny zrujnowanych Terrańskich baz wojskowych, kolonii a także Protosskich przytółków militarnych umieszczonych w rzadko zalesionych planszach. To tylko z tych oficjalnie potwierdzonych, a nie wiadomo jeszcze, czym takim zaskoczą nas programiści. ¦mierć będzie można przynosić za pomocą rożnorakiego uzbrojenia, którego większość zobaczyliśmy w oryginalnym Starcrafcie. Będzie to np. Gauss Rifle, combat pistol i bliżej niesprecyzowana snajperka, którą można było zauważyć na jednym z trailerów. Aby unieszkodliwić przeciwnika szybko i bezszelestnie, udostępniony będzie cios, który za jednym razem go wyeliminuje - wymaga to jednak jego ówczesnego "naładowania". Za przeciwników będziemy mieli przedstawicieli wszystkich trzech stron konfliktu. Tak jak w strategii, tak i tutaj z pewnością do każdego z nich trzeba będzie dobrać odpowiednią taktykę. Co ciekawe, niektóre z nich ze względu na swą wielkość będą służyły wyłącznie jako tło naszych zmagań. Takim przykładem może być ziemski Battlecruiser czy też zergowski Overlord (wygląda to naprawdę fantastycznie, zakrywając praktycznie całe niebo). Nasza postać została obdarzona przez programistów w wiele ciekawych ruchów, jak chociażby chodzenie po linie czy też zwisanie z różnych platform (staje się to już normalnością w tego rodzaju grach). Poza czysto naturalnymi zdolnościami, możemy także użyć kilku specjalnych (z dostępnych wiadomo, iż będzie to wezwanie do ostrzału określonego terenu przez czołgi, czy też Battlecruisera, który dokona destrukcji za pomocą potężnego działa Yamato Gun). Jak każdy członek elitarnego oddziału duchów, będziemy mogli także zachować niewidzialność (notabene świetnie przeniesionej do gry - postać jest złożona z konturów, pomiędzy którymi występuje efekt falującej wody) i zdezaktywowac mechanicznych przeciwników, a nie wykluczone, że również i urządzenia.
Teraz co nieco o grafice. Jest ona iście wspaniała. Piękne tekstury pokrywają każdą żywą (lub nie) jednostkę w grze. Od razu można rozpoznać, z kim mamy do czynienia. Zergowie i Terranie wyglądają dokładnie tak, jak na grze (może i trochę plastikowo, ale tak został zaprojektowany cały świat). W przypadku tych pierwszych są to przerażające istoty, przykładowo Hydraliski, które swym wyglądem jednocześnie przerażają i fascynują. Dziwna maĽ niewiadomego pochodzenia cieknie im z paszczy, zaś rząd kłów połączony z zabójczymi szponami czynią z nich dobry przykład rzemieślniczej roboty (podejrzewam, że jeszcze programistów z Nihilistic). Mieszane uczucia można mieć co do postaci Protossów, których duża część graczy, łącznie ze mną, wyobrażała sobie inaczej. Są po prostu sztuczne i jakoś nie komponują się z całą resztą. Zdecydowanie najlepiej zostali wykonani wspomniani wcześniej przedstawiciele rasy nam najbliższej, czyli Terran. Trudno ująć mi w słowa, jak wspaniale zostali zaprojektowani. Potężne pancerze zdobią praktycznie każdego żołnierza, zaś przybliżając widok np. za pomocą snajperki możemy dopatrzyć się nawet takich szczegółów jak widoczne w niektórych miejscach jego zadrapania. Ruchy dla wszystkich postaci zostały wykonane na naprawdę bardzo wysokim poziomie i nie zawodzą. Prym wiedzie tu wielki mech, Goliath. Jego mechaniczne, charakterystyczne ruchy są godne podziwu.
O muzyce wiadomo najmniej, bowiem nikt nie wypowiada się na ten temat, a nawet na trailerach temat ten świeci pustkami. Trochę lepiej jest już z efektami dĽwiękowymi. Strzały, wybuchy czy też jęki brzmią dobrze i nie przeszkadzają. Kwestie mówione niektórych jednostek są żywo wyjęte z poprzedniczki, co nie o tyle oznacza nieróbstwo autorów, o ile zwiększenie więzi łączącej oba tytuły, korzystających z tego samego świata i zasad.
Ta gra może być wielkim hitem. Połączenie klimatu Starcrafta z rozbudowanym połączeniem gatunków gry skradankowej i akcji z pewnością znajdzie wielu zwolenników. Na razie jednak jest to wielka niewiadoma, bo z jednej strony mamy ciągłe nieporozumienia i przesuwanie daty premiery, a z drugiej Blizzarda, który jeszcze nigdy nie zawiódł. Pozostaje nam wierzyć, że tak będzie i tym razem. A o tym wszystkim przekonamy się w 2005 roku, kiedy to spotkamy się ponownie, tym razem w wylewnej recenzji.
|