|
|
Crackdown
|
|
Autor:
ziooleck
Opublikowano:
2 maja 2007
Odsłon:
2306
»Skomentuj...
|
|
|
Wielu spośród czytelników w dzieciństwie marzyło, by zostać dzielnym
policjantem. Zdaję sobie sprawę, że to odważna teza, zwłaszcza we
współczesnych realiach, ale umówmy się, że uogólniam. Nie mniej nocami czytało
komiksy poświęcone superbohaterom, walczącym w imię prawa i sprawiedliwości.
Jeżeli jesteś już dorosły i ciągle zaliczasz się do jednej z wyżej
wymienionych grup, to dobrze trafiłeś. Microsoft przygotował całkiem pokaźną
niespodziankę, specjalnie dla Ciebie…
Crackdown. Szumnie zapowiadany tytuł, mający na celu przyciągnąć rzeszę
nowych użytkowników, a starych utwierdzić w przekonaniu, że wybrali
odpowiednią konsolę. Przynajmniej na to liczyły tęgie głowy z Redmond. Gracze
także pokładali w tej pozycji sporo nadziei, zwłaszcza że jej premiera
zapowiadana była na niezbyt ruchliwy okres. Wreszcie, po jej wydaniu, możemy
doświadczyć na własnej skórze (a raczej palcach) czy była tego warta.
“I used to love this town. My family is here, I
was born here, I'll die here…”Od samego początku gry zostajemy rzuceni na szerokie wody. Terenem działań
naszego agenta jest zdemoralizowane i skorumpowane miasto zwane Pacific City.
Zostało ono podzielone na trzy dzielnice, które przynależą do takiej samej
ilości organizacji przestępczych. I tak oto zmagamy się z latynoskim Los
Muertos, rosyjskimi Volks’ami i organizacją Shai-Gen, stanowiącą swoistą
odmianę triady. Każda z grup posiada kilka istotnych osobistości zasilających
jej szeregi i jedną głowę rodziny stanowiącą pieczę nad resztą. I tu zaczyna
się prawdziwa zabawa, gdyż cała esencja Crackdowna to walka z mniejszymi bądź
większymi bossami. Wszyscy z nich odpowiadają za inny aspekt działalności
gangu i po ich wyeliminowaniu teoretycznie osłabiamy oponentów w danej
dziedzinie. Wyobraźmy sobie na przykład, że właśnie rozprawiliśmy się z
handlarzem kradzionych fur, który zaopatrywał Latynosów w tuningowane bryki.
Od tej chwili ich umiejętności prowadzenia pojazdów diametralnie się obniżą, a
i samochody, jakimi przemieszczają się po ulicach, będą gorsze o kilka klas.
Analogicznie będzie w przypadku pani rozprowadzającej broń czy kolesia
pełniącego obowiązki trenera sztuk walki. Szkoda tylko, że wszystkie
organizacje mają podobne stanowiska. Nie wiem, czy wynika to z ograniczeń
silnika gry (bo przecież nie da się określić gangsterów nieskończoną ilością
statystyk) czy po prostu braku pomysłów, ale mogłoby to zostać trochę bardziej
dopracowane. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku profili postaci, z którymi
przyjdzie nam się zmierzyć. Każda z nich została przedstawiona w krótkiej
prezentacji, podczas której możemy podziwiać kilka zdjęć i niedługie filmiki.
I to tyle, jeżeli chodzi o fabułę. Nie ma tutaj wielkiej historii albo choćby
zapierających dech w piersiach renderów. No cóż, może następnym razem.
“…I even get lucky here on occasion—but I'd blow the whole damn place up in a heartbeat…”
Tym, co miało wyróżniać Crackdowna spośród innych gier na Xboxa 360, miała
być nieograniczona wręcz swoboda przemieszczania się po wielkiej, tętniącej
życiem aglomeracji. We wszystkich wymiarach. Oczywiście nie raz już
słyszeliśmy podobne hasła, zazwyczaj podczas premier pozycji nawiązujących w
ten bądź inny sposób do serii Grand Theft Auto. Jednak tym razem programiści
stanęli na wysokości zadania - miasto jest naprawdę olbrzymie. Jak już
wcześniej wspomniałem, zostało podzielone na trzy dzielnice, mieszczące się na
osobnych wyspach. Uświadczymy wśród nich mieszkalną La Mugre, przemysłowe Den
i centrum zwane Corridor. Wszystkie charakteryzują się odmienną architekturą i
specyficznymi placówkami. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać niewielką
liczbą, jednak wystarczy zanurzyć się w toń Pacific City by pokiwać głową z
wyrazem szacunku. Teren jest naprawdę olbrzymi i na poznanie wszystkich jego
zaułków potrzeba wielu godzin. Zwłaszcza, że rozciąga się nie tylko wszerz,
ale i wzwyż. Zgadza się, dobrze przeczytaliście. Crackdown jest bodajże
pierwszym tytułem, który wymusza na graczu wspinaczkę po budynkach. Można
łapać się praktycznie wszystkiego - od parapetów po wystające cegły i rynny.
Naprawdę, nie ma nic przyjemniejszego niż blisko dwudziestominutowa wspinaczka
na drapacz chmur górujący nad miastem. Chociaż wróć - jeszcze bardziej
satysfakcjonujący jest minutowy lot w dół zakończony twardym lądowaniem na
dachu przejeżdżającej ciężarówki. Nie myślcie jednak, że wszystkie lokacje
stoją od razu otworem. By dostać się w niektóre miejsca trzeba dysponować
odpowiednio podpakowanym agentem. Został on opisany pięcioma umiejętnościami,
które rosną wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Zaprawimy się w posługiwaniu
bronią palną, ładunkami wybuchowymi, zwiększymy swoją siłę i zręczność oraz
poprawimy umiejętności poruszania się pojazdami. Dzięki wzrostowi ostatniej
umiejętności będziemy mogli skorzystać z coraz lepszych części, które wpłyną
na supersamochody znajdujące się w garażu agencji. Sami przyznacie, że
umiejętności są dość standardowe, ale sam motyw levelowania postaci wprowadza
do rozgrywki ciekawy wątek. Co ważniejsze, czujemy że nasz bohater z
pospolitego wymoczka staje się prawdziwym madafaką o nadprzyrodzonych
zdolnościach. Pod koniec gry będzie mógł przeskakiwać niskie budynki, biegać
szybciej niż pędzące autostradą sportowe samochody i podnosić pokaźne
ciężarówki, a to zawsze jest w cenie. Statystyki wzrosną również po
wypełnieniu określonych zadań. Może to być szaleńczy bieg po dachach, wyścig
przez ulice miasta czy odkrycie achievementu (taka miła nowinka). Dodatkowo,
wzorem innych gier tego typu, po mieście zostały porozrzucane dwa rodzaje kul,
które należy zbierać. Jedne związane są ze zręcznością i wpłyną wyłącznie na
nią, natomiast drugie, ukryte, poprawiają wszystkie umiejętności. Nie będzie
to dla Was wielkim zaskoczeniem, gdy napiszę, że za znalezienie ich wszystkich
otrzymacie kolejnego achievementa. Standard. Warto też wspomnieć, że wszystkim
miłośnikom gry online udostępniono kilka wariacji deathmatchu i bardzo
przyjemny tryb kooperacji. Cieszy to, że w przypadku pozycji na Xboxa 360 jest
to już niepisaną normą. Cieszy tym bardziej, że sama rozgrywka prezentuje dość
wysoki poziom (zwłaszcza w przypadku przechodzenia gry z kolegą). Oby tak
dalej!
“…if I could take every poisonous scumbag
criminal with it…”
Havok. Słowo to kojarzy się z najwybitniejszym silnikiem odwzorowującym
fizykę, jaki oferują współczesne gry. To właśnie on jest odpowiedzialny za
wszystkie cuda, które wyprawiać można w Crackdownie. Pomijam fakt, że
praktycznie wszystko, co napotkamy, możemy podnieść i zniszczyć. Puszczam
również płazem to, w jaki sposób uszkodzeniom ulegają samochody. Olewam także
efekt szmacianej lalki, gdyż ten spotykamy praktycznie w każdej grze na next
geny. Ale tego, w jaki sposób tłuką się płytki chodnikowe czy rozsypują
związane ze sobą rury nie jestem w stanie nie zauważyć. Czysta poezja. Każdy
przedmiot umieszczony w grze posiada swój ciężar oraz charakterystykę fizyczną
i stosownie do nich reaguje. Inaczej zachowa się rzucona pod koła
nadjeżdżającej ciężarówki ławka, a inaczej wyrwana przydrożna latarnia.
Ciekawe jak, prawda? Otóż latarnia może się złamać i odbić w którąś stronę
(zmiatając przy okazji kilku przechodniów, jeżeli będzie to pobocze) natomiast
ławka… ławka zapewne rozleci się z trzaskiem na kilka elementów. Oczywiście
każdy z nich zostanie tam, gdzie upadł, i będzie podlegał dalszej destrukcji.
Nie muszę chyba dodawać, że 90% czasu gry poświęcicie wywoływaniu
megaeksplozji, które rozsypią całe otoczenie po okolicy?
Wszystko to zostało okraszone wyśmienitą grafiką w modnym ostatnio caleshadingowanym stylu. Nie lada osiągnięciem jest stałe sześćdziesiąt klatek, które udało się wycisnąć developerom. Co więcej - nie uświadczymy tutaj praktycznie żadnej mgły! Nic się nie dorysowuje, a widok z wyżej umiejscowionych rejonów Pacific City (z wieżowcami włącznie) wręcz oszałamia. Wisienką na szczycie tego smakowitego tortu jest całkiem konkretny zgiełk, który panuje na ulicach. Wprawdzie przechodnie podróżują raczej bez celu, ale jest ich naprawdę sporo. I, co ważniejsze, reagują na zmienne warunki pogodowe (jest dzień i noc), ruch uliczny oraz zagrożenia, które mogą skrócić ich życie. Na widok porozrzucanych, palących się ciał również nie pozostaną obojętni. Naprawdę, cud, miód i kubeł orzeszków.
„Z polskiego na nasze”
Zgodnie z polityką Microsoftu, Crackdown został wydany w wielu językach, w tym po polsku (to już trzecia gra wydana w całości w naszym ojczystym języku - wcześniej były DOA:XBV2 i Viva Pinata). Lokalizacja została przeprowadzona na wysokim poziomie, co mnie niezmiernie cieszy. Podczas rozgrywki nie uświadczymy żadnych rażących błędów w tłumaczeniu ani natłoku literówek. Miłym zaskoczeniem jest również całkiem niezły lektor, czytający swoje kwestie bardzo wyraźnie i z należytym zaangażowaniem (przypuszczam, że w tę rolę wcielił się Piotr Fronczewski, ale głowy sobie uciąć nie dam). Zdaję sobie jednak sprawę, że są gracze, których niekoniecznie ta nowina ucieszy. Niestety, aby zmienić język w grze na angielski musimy wyjść do menu konsoli i w opcjach „lokale” zrezygnować z rodzimego „Poland” na rzecz kraju anglojęzycznego. Szkoda, że takiej możliwości nie umieszczono w menu gry. Mimo wszystko, ludziom odpowiedzialnym za ten aspekt należy się duży plus. A my z niecierpliwością czekamy na polskie wydanie Forzy Motosport 2 i Mass Effect. Będzie się działo…
Od strony dźwiękowej Crackdown nie prezentuje się gorzej. Wzorem GTA podczas podróży możemy słuchać tematycznych stacji radiowych. Soundtrack może nie jest zbyt okazały, ale da się go polubić. Jednak przez większość czasu towarzyszyć nam będą odgłosy wystrzałów i wybuchów, które na dobrym systemie głośników potrafią wprowadzić ściany w drżenie. Trzy pietra niżej (przynajmniej tak było w moim przypadku). Podkreśla to rozmach sianej demolki i naprawdę pozwala się wczuć. Szkoda tylko, że sąsiedzi niezbyt podzielali moje zdanie.
“…The world would be a better place.” - Roberto
Juarez, reporter Pacific News
W Crackdown, z racji swojego pochodzenia (jego pomysłodawcą i szefem
projektu jest Dave Jones, jeden z twórców fenomenu GTA), napotkamy wiele
podobieństw przybliżających go do najpopularniejszej gangsterskiej sagi wśród
gier. Nie jest to jednak pozycja dla tych, którzy miłują się w zakręconej,
wielowątkowej fabule i zróżnicowanych misjach, jakie spotkamy w protoplaście.
Crackdown jest wyłącznie niczym nie skrępowaną strzelaniną. Ba, on nawet nie
próbuje udawać niczego innego. Potrafi, jak każda gra zaliczająca się do tego
gatunku, zawiać monotonią. Jednak, mimo wszystko, warto dać mu szansę.
Dlaczego? Pozwólcie, że posłużę się prostym przykładem. Pamiętacie, ile godzin
spędziliście na zwykłej demolce w Grand Theft Auto? Nie bacząc na kolejne
misje, lataliście po dzielnicach wirtualnego miasta z wielkim gnatem w łapach
i szaleńczym uśmiechem na ustach. Chodziło tylko i wyłącznie o spowodowania
kolejnego wybuchu przy akompaniamencie policyjnych syren i krzyków
uciekających w popłochu przechodniów. I to jest właśnie esencja Crackdowna -
niczym nieskrępowana demolka. Z tym, że tutaj słowo „nieskrępowana” nabiera
nowego znaczenia. Oferuje najlepszą fizykę, jaką kiedykolwiek stworzono na
potrzeby gier, a przecież o to właśnie chodzi. I gwarantuje, Crackdown długo
pozostanie królem w tej dziedzinie.
PS: Do pierwszych egzemplarzy Crackdowna dodany został kod, który w
najbliższym czasie umożliwi sprawdzenia beta wersji Halo 3 (wyłącznie online).
Ot, wystarczy wbić na odpowiednią stronę i zarejestrować się. Zdaję sobie
sprawę, że nikogo nie interesuje taki gniot, jakim jest Halo 3, ale
dziennikarski obowiązek nie pozwalał mi pominąć tego faktu ;) .
|
Zalety:
- fizyka
- oprawa wizualna
- fizyka
- grywalność
- fizyka
- spolszczenie
- fizyka, fizyka, fizyka…
|
Wady:
- wkradająca się czasem monotonia
- zbyt skąpy wątek fabularny
|
|
| Ocena
ogólna |
|
8.5
|
| Grafika
|
|
9
|
| Dźwięk
|
|
8
|
| Grywalność
|
Online
Offline |
8
9
|
| Żywotność
|
Online
Offline |
7
8
|
|
Więcej:
» Zamów ten tytuł w sklepie AGARD.pl
» Zobacz ten tytuł w Bazie Gier
» Sprawdź, jak oceniamy gry
|
Lvz@k [PL]
6 maja 2007,
16:10
Demko mnie rozwaliło, mało która wersja demosntracyjna oferuje taką swobodę, jak Cracdown. Chyba się skuszę na pełniaka :)
nes
6 maja 2007,
18:02
tylko grac a nie gadaC :)
ziooleck
6 maja 2007,
21:24
Jeżeli uważasz, że demko oferuje "swobode" to zagraj w pelną wersje ;"> tam nie bylo ŻADNEJ swobody :)
monwis
7 maja 2007,
22:26
Wypas! Nic dodać:-) gra mnie powaliła a jaka jest frajda dać kumplowi kopa i patrzeć jak leci z jakiegoś wieżowca he he he (w trybie Kooperacji i powiedzieć och! przepraszam he he) Totalna demolka te wybuchy i skakanie po dachach - polecam z czystym sumieniem. A i chyba nie trzeba dodawać że w całości jest po POLSKU (napisy jak i audio)!!!
sasa
11 października 2008,
17:01
zaj#bi$ta gra
Dodaj swój komentarz
|